Stanęłam na skraju lasu.
Stanęłam nad brzegiem jeziora.
Zostawiłam plecak na skraju lasu.
Zostawiłam plecak na skraju jeziora.
Zniknął mi z oczu las.
Zniknęło mi z oczu jezioro.
Zostawiłam tam cząstkę siebie.
Pobiegłam na skraj ruczaju.
Gdzie maki, stokrotki, malwy i słońce.
Usiadłam pośrodku.
Ja.
Na plecach mam wielki plecak,
wypełniony po brzegi.
Co wasze, co było, co jest, co moje.
Wyciągnę siebie z tego plecaka.
Zostawię sobie was dla siebie,
co różą z kolcami i kwiatem,
cierniem mi jest.
Potrafię.
Bo słońce i kwiaty, i maj.
Pójdę z plecakiem na ramieniu.
Nie ciąży już mi.
Tak chcę.
Tak potrafię.
Autorka: Hanna J



Najnowsze komentarze