Rozpiętych skrzydeł nie mam już,
Zmora raka jest przy mnie tuż.
Czeluść swą paszczę otwiera,
Pogrąża mnie beznadzieja.
Myśli okropne przez głowę
Marszem tupiąc idą szeregiem,
Życia uchwycić się już nie mogę,
Litości wołam w czeluść z nadzieją.
Może gdy zdołam schwycić ten promyk słońca
Co nad jeziorem się dzisiaj wznosi,
To śmierć, ta smutna dama,
Się do mnie plecami odwróci.
Po co ci jestem biedna kobieto?
Chodzisz po świecie zbierając dusze.
Po co ci one? Toż to mordęga
Dźwigać tak dusze po świecie całym.
Zostaw mnie proszę.
Ja sobie tutaj przycupnę cicho,
Będę udawać, że nie ma mnie,
Może ta pani da się oszukać.
Przyjdzie, popatrzy, ominie…
Autorka: Hanna J



Najnowsze komentarze