Sroka patrzy z wysokości,
Bo już dosyć ma szarości,
Czy już wiosna nie nadchodzi,
Bo się w zimnie żyć nie godzi.
Na szczyt świerku wefrunęła
A decyzję tę podjęła,
Bo to punkt obserwacyjny.
Widok stąd rewelacyjny.
Widać całą okolicę,
Więc ma oko na stolicę,
Czy w niej wiosny już nie widać.
Ciepło, słońce ma się przydać
Jej do gniazda założenia.
Szarość wiedzie do znużenia.
Wiosno, tak byś się przydała…
Zieleń by eksplodowała,
Mocą kwiatów byś sypała.
Sroka głośno zaskrzeczała:
Jam tak długo już czekała…
Wkrótce będę świętowała
I w mych progach Cię witała.
Czy to Ciebie teraz widzę?
Jakaś pani tutaj idzie.
Czy tą panią jesteś Ty,
Czy się tylko zdaje mi?






Po przeczytaniu 🙂